Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Praesent efficitur lectus congue dignissim convallis. Cras porttitor nibh et orci laoreet venenatis. Ut porttitor ipsum dictum, sollicitudin mi nec, sodales ex. Aliquam interdum magna augue, sit amet faucibus enim sollicitudin ut. Nam quis sem ultrices purus ullamcorper pellentesque in a dui. Pellentesque maximus non leo a suscipit. Sed sit amet magna ac nunc molestie sagittis ut id dui. Vestibulum finibus quis purus vitae ullamcorper. Nulla et nisl justo.
In aliquam purus sed ipsum luctus, id laoreet ligula maximus. Phasellus molestie risus id nisi dictum egestas. Phasellus fringilla dapibus felis, vel mattis eros efficitur ut. Donec a ultricies tortor, sit amet posuere dolor. Pellentesque sit amet ipsum convallis, finibus urna fringilla, scelerisque odio. Maecenas gravida massa nec magna aliquam rutrum. Ut urna metus, tincidunt et nulla vel, rhoncus interdum mauris. Nam porttitor lorem nec lectus gravida, in egestas ipsum sodales. Vivamus porta libero sit amet arcu venenatis congue. In aliquam, ipsum vitae blandit sodales, libero justo tincidunt felis, sed lobortis eros sapien vitae mauris. Integer ut urna diam. Curabitur sit amet auctor ligula. Proin tincidunt urna nec lobortis eleifend.
Pellentesque enim ipsum, viverra et posuere ac, ultricies ac tortor. Aenean vehicula, est non tincidunt tempor, dolor nisi rutrum urna, non ultrices sem magna id nulla. Quisque at dapibus turpis. Etiam lacus sapien, tempor et interdum sed, porttitor at lorem. Suspendisse dignissim interdum nibh ut tincidunt. Sed tellus libero, sollicitudin nec placerat eget, porttitor non arcu. Nulla sem turpis, malesuada pellentesque nunc id, luctus finibus dui. Aliquam a nunc aliquet, rutrum justo eu, bibendum lorem.
Cień autokracji
Terroryzm jest problemem naszej współczesności, ale korzeniami sięga do innego świata – do szczęsnego świata Świętej Rusi i Samodzierżawia. Niewielu pisarzy i myślicieli zagłębiało się w rozważaniach plagi anarchizmu-terroryzmu z podobną uwagą i wnikliwością, jak Fiodor Dostojewski i Joseph Conrad. Conrad użył zamachu eserów na ministra von Plehve jako punktu wyjścia do powieści pt. W oczach Zachodu, która jest pod wieloma względami polemiką z Dostojewskim w ogóle, a w szczególności ze Zbrodnią i karą oraz Biesami. Podjął dyskusję z dostojewszczyzną, z „duchem rosyjskim”, ale jak spróbuję wykazać, stanął w polemice na gruncie, typowej dla inteligentnych Polaków, mieszanki podziwu i odrazy wobec Rosji. Trzeba podkreślić, że jest to polemika artystyczna, a nie ideologiczna. Conrad nie rozważa abstrakcyjnych idej, ale tworzy sytuacje i postaci, w których wyraża odmienny od Dostojewskiego obraz świata i inny pogląd na przyczyny nihilistycznej choroby. Postąpił więc zgodnie ze wzorem zaczerpniętym od samego Dostojewskiego. Wiele ważnych dzieł rosyjskiego pisarza, w tym niektóre z najsławniejszych powieści, wyrosło na gruncie świadomej, zamierzonej polemiki, np. z Czernyszewskim, z Nieczajewem lub z nihilizmem w ogóle. Czytaj więcej ->
Zapytałem p. Redaktora, kto jego zdaniem, mógłby być autorem następujących słów:
Wyżywanie się w pseudo-indywidualizmach, w zaciętej nieraz nawet dyskusji, ale wewnątrz odrutowanej myśli, obstawionej wieżyczkami „tabu”, stwarza fatalne złudzenie ruchu, podczas gdy w rzeczywistości pogłębia tylko zastój.
Nie wiedział. A usłyszawszy nazwisko, długo się wypierał i wykręcał (jak piskorz), wypuczał się i wyślizgiwał z rąk (jak węgorz oleisty), zarzekał się i powtarzał z nabożeństwem słowa w rodzaju „nieprawdą jest jakobym uważał się”, a potem że „pamięć nie ta!”, aż popadł w rozgoryczone milczenie. Cóż począć, to prawda, nie jest znawcą Józefa Mackiewicza, lecz cytat powyższy zaczerpnąłem z tomu, w którym na odwrocie karty tytułowej stoi jak byk napisane w języku obcym: Articles 1960-1967 selected by Michał Bąkowski. P. Redaktor we własnej osobie, ułożył wybór, ale błędem byłoby wyciągać z tego prostego faktu wniosek, że przeczytał. Niechaj ułomną pamięć p. Redaktora pokryje wielkoduszna niepamięć czytelnika. Mniejsza, że w zaciętej nieraz dyskusji pogłębia tylko zastój, mniejsza, że wyżywa się w pseudo-indywidualizmie, skoro dzisiaj, o wiele bardziej niż w czasach Mackiewicza, żyjemy w myślowym obozie koncentracyjnym. Czytaj więcej ->
Nihil
Wygląd zamachowca wprowadził do rodzącego się terroryzmu nowy element niesamowitości – był tak zwyczajny, tak dalece niknął w tłumie, że stary szynel Karakozowa, armiak, nabrał cech przebrania, był jak kamuflaż. W rezultacie, wróg stał się zjawą. Nie było odtąd szlachetnych pojedynków, wypowiadania wojny i stawania w szranki. Wróg nie stał „po drugiej stronie”, nawet nie na barykadzie, jak w Paryżu, ale tuż obok, pojawiał się i znikał. W ten sposób, trafnie zauważa Verhoeven, całe życie publiczne Rosji uległo upolitycznieniu. Dodajmy tu na marginesie, że tak rozumiany terroryzm jest częścią innego fenomenu XIX wieku – partyzanta. Terrorysta i partyzant, zdominowali odtąd wszystkie konflikty, terroryzm jest częścią teorii niesymetrycznej wojny. Sowieccy historycy nie zauważyli tego aspektu sprawy Karakozowa, ponieważ uznali raz na zawsze, że jego zamach był anachronizmem, pojawił się za wcześnie. Czytaj więcej ->
„Golono – strzyżono” albo trzy małe trzcinki. Replika Michałowi Bąkowskiemu raz jeszcze
6 komentarzy Opublikowany 21 stycznia 2026 |Szanowny i Drogi Panie Michale,
Gdyby lagę, którą się Pan zamierzył w ramach kontynuowania recenzji moich najświeższych oglądów – podaną tym razem pod tytułem Tupik raz jeszcze – ostrugać z kory retoryki ping-ponga i wycieczek-zaczepek, dzielenia włosa na czworo i „rozkminiania” znaczeń poszczególnych wyrazów, pozostaną z maczugi raptem trzy trzcinki. „Demoniczny sarkazm” Dostojewskiego, Byrona, czy Hawthorne’a, na którym się Pan wzoruje uczyni niewątpliwie i Pana ironiczne polemiki „kapitalną lekturą”, lecz mniej wyziera z nich niestety „treści spoza formy drwin”. Zatem oto wydestylowana trójka Pańskich najkonkretniejszych zarzutów: Czytaj więcej ->
Drogi Panie Pawle,
Smutno mi, iż naraziłem Pana na tyle spłycania, że zabrakło mi pewnej podstawowej uprzejmości, że kryję zaklęcie pt. „nie zgadzam się” za rzekomym tylko „nie rozumiem”, że buduję zarzuty i nie buduję, że jestem spłoszony. Na spłycanie nie mam rady. W bezustannym popłochu, nic, tylko spłycam, drwię, ślizgam się spłoszony po powierzchni, zamiast tam sięgać, gdzie wzrok nie sięga, więc tu już nic się nie poradzi (ale przynajmniej nie grozi mi zatonięcie). Rzadko kiedy miewam jednak kłopoty z wyrażeniem swego votum separatum; wypowiedzenie stanowczego „nie zgadzam się” przychodzi mi nad wyraz łatwo, trudno mi więc zaakceptować, jakobym skrywał się za brakiem zdolności pojęciowych po to tylko, by przerzucić ciężar przeprowadzenia dowodu na Pańską stronę. Czytaj więcej ->
Galaretka skowronich języków czyli Michałowi Bąkowskiemu w odpowiedzi
0 komentarzy Opublikowany 16 stycznia 2026 |Friends… do they know what I mean?
Exiles, King Crimson, 1973.
Szanowny i Drogi Panie Michale,
Przekonywała Barbara Toporska w Liście do Redakcji „Kultury”, w 1972 roku: „Wydaje mi się, że krytyka literacka powinna przestrzegać zawsze dwóch reguł: Mierzyć dzieło według dobrze odczytanych zamierzeń autora. Klasyfikować utwór albo samą jego koncepcję, na podstawie jasno przedstawionych kryteriów”. Skupmy się na pierwszym wzorze: „dobrze odczytanych zamierzeniach”. W liście Emigracja jako obłęd podważa Pan interpretacje, które zaproponowałem w artykułach Pół wieku w „tupiku”. Już jednak wybór nagłówka zdradza zaniechanie w „dobrym odczytaniu”. Jeśli koniecznie trzeba wprowadzać spłycanie przekazu, lepszy byłby Antykomunizm (odbierany) jako obłęd. A nie tylko tej materii cykl dotknął. Czytaj więcej ->
Drogi Panie Pawle,
Wyznaję, że z czasem coraz mniej rozumiałem myśl przewodnią Pańskiego cyklu o tupiku. Pisze Pan o romantyzmie, o „świętości opętania” i „utożsamienia obłędu z iluminacją” i łączy Pan takie wariactwo z emigracją jako taką. Ale czy to jest słuszne? Czytaj więcej ->
Pół wieku w „tupiku”. (III) O dwóch książkach Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej – dygresja [1]
0 komentarzy Opublikowany 10 stycznia 2026 |Kultywujmy „pomięszaną” strukturę wypowiedzi, gdyż temat do niej zobowiązuje, lecz i kilka spraw trzeba koniecznie domówić. Znowu zacznijmy od początku: z dawien dawna gromadzę teksty, relacje i dane dokumentując tułacze fazy obłąkania. Bez trudu przyjdzie więc raz jeszcze (w omalże sensacyjnym tonie) zainaugurować końcowy „tupiku” odcinek. Czytaj więcej ->
Rachmietow i Raskolnikow
Sylwetka rewolucjonisty namalowana przez sprawę Karakozowa wydaje się nam wszystkim znana. Rozpoznajemy w niej Nieczajewa, Sawinkowa, może nawet Lenina, i tylu, tylu innych; dostrzegamy najgłębszą konspirację i bezkompromisowe poświęcenie. Dla Rosjan w 1866 roku taka postawa była niespodzianką, ale nie była zupełnie nieznana. Wzorcem był bohater powieści Czernyszewskiego, fikcyjny Rachmietow, i wyrok sądowy otwarcie wskazywał na zgubny wpływ Co robić? na podsądnych. Należy podkreślić, że sam Karakozow wydawał się jak najodleglejszy od Rachmietowa, ale radykalizm Piekła zdecydowanie nawiązywał do tego „ideału”. Rachmietow był „rygorystą”. Odmawiał sobie ludzkich przyjemności; przez ascezę, dyscyplinę i samodoskonalenie przygotowywał się do swego „osobliwego grzechu” (choć z pewnego punktu widzenia, jak argumentuje Verhoeven, już sam rygoryzm jest tym grzechem). Był makjawelicznym utylitarystą, i ateistycznym altruistą. Rachmietow miał być przykładem, idealnym wzorcem, jak Sokrates, jak Katon, nawet Chrystus. Dziwak-Karakozow w ogóle nie przypominał Rachmietowa, a któryś z podsądnych powiedział podczas procesu, że tylko wariat mógłby naśladować taki wzór. Karakozow był o wiele bardziej podobny do innej postaci literackiej, która nie mogła mieć na niego wpływu – wyglądał zupełnie jak Rodia Raskolnikow. Czytaj więcej ->
Pół wieku w „tupiku”. O 36. i 37. tomie Dzieł Józefa Mackiewicza raz jeszcze (II) [1]
6 komentarzy Opublikowany 27 grudnia 2025 |Następuje nieuchronnie etap „szaleństwa” polegający na rozpowszechnianiu pism, których nikt nie chce drukować (Józef Mackiewicz do Borysa Kowerdy, styczeń 1980: „Ostatnio zerwałem z «Wiadomościami», które przeszły całkowicie z antykomunizmu na «dysydenckość»”). Zawiadamia Janusza Kowalewskiego w 1976 roku: „Ja napisałem broszurę, ale nie mam pieniędzy wydać nawet na powielaczu”. Uściśli Sergiuszowi Woyciechowskiemu, iż „opracowanie strategii, taktyki, techniki i momentu wyboru […] walki, środków etc. etc.” – nie leży w jej zakresie. W 1961 roku, gdy zamierzał Zwycięstwo prowokacji, sprawy wyglądały inaczej. Informował z humorem Stasysa Lozoraitisa, że chce „wystąpić z książką polityczną na własne ryzyko”: „Ale ryzyko duże (finansowe) i odbywam ze sobą, jak powiadają, «żydowski pojedynek», to jest: biję się z myślami”.

Pół wieku w „tupiku”. O 36. i 37. tomie Dzieł Józefa Mackiewicza raz jeszcze (I) [1]
0 komentarzy Opublikowany 21 grudnia 2025 |
Co to się stało z nami,
Czy z nimi? Czy z całym światem?
Ktoś z nas zwariował – ale
Kto? Kto jest wariatem?
Marian Hemar, 1955
Od Bedlam do Mabledonu
Jan Bielatowicz obnaża w „Wiadomościach”, w 1962 roku realia londyńskiego Domu Pisarzy, wolnościowej odtrutki na „wyspy komunistycznego szczęścia” ZLP: Krupniczą w Krakowie, Kościuszki/Mickiewicza w Łodzi czy Iwicką w stolicy: „Pewnego wieczoru policja angielska przywiozła szaleńca, który miotał polskie wyzwiska pod adresem tubylców na stacji Victoria”. Z dozą czarnego humoru kronikarz uogólnia: „Drogi z Finczlejowa wywiodły sześcioro mieszkańców na cmentarz, a troje do «asylum»”. Dwanaście lat wcześniej, w przesyłce do Zofii Josztowej zwierzy się bywalec niesamowitego dworu przy Finchley Road, że jest „wręcz piekielnie zapracowany”, bo artykuły dla „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” sprowadzają „lawinę listów, nie zawsze przyjemnych”. Dlaczego? Czytaj więcej ->
Czy terroryzm wyrósł z reakcji caratu na zamach Karakozowa?
Czy rzeczywiście można wywieść czyn Luigi Mangione ze sprawy Karakozowa? Czy zabójstwo Charlie Kirka naprawdę da się połączyć z nieudanym zamachem, w świecie tak odmiennym od naszego, jak szlachetna partia szachów różni się od śmiercionośnej wersji cymbergaja? Powróćmy do Dymitra Karakozowa i jego zamachu. Czytaj więcej ->
Doszliśmy do rozstajnych dróg w rozważaniach nad profetyzmem Fiodora Dostojewskiego. Będziemy więc musieli zrobić objezdkę (jakby powiedziano przed wojną na wschodnich obszarach Rzeczypospolitej): spojrzeć na sprawę Karakozowa z kilku punktów widzenia, gdzie przewodnikiem będzie nam Claudia Verhoeven, i przyjrzeć się zdumiewającym paralelom między sprawą Pietraszewców, w której Dostojewski otrzymał wyrok śmierci, a sprawą Karakozowa; ale zanim się tym zajmiemy, dokonamy przeglądu strasznego spadku pozostawionego nam przez rosyjskich zamachowców, iluminowanych przez wzniosłe idee i najlepsze intencje, a zatem wyskoczymy naprzód w czasie, zanim powrócimy do Karakozowa. Czytaj więcej ->
Wyznaję, że mam kłopoty z terminem „romantyzm”. Romantyzm nie jest koncepcją filozoficzną ani polityczną ideologią; nie jest ruchem artystycznym, kulturalnym ani tym bardziej politycznym. Był reakcją na autentyczny ruch oświeceniowy, a w rezultacie stał się raczej czymś w rodzaju twórczego nurtu, w którym zbiegają się muzyka, sztuki plastyczne, literatura i filozofia, ale nade wszystko poezja. Wielu było wprawdzie romantycznych prozaików – siostry Brontë i Victor Hugo, Walter Scott i Edgar Allan Poe – ale żaden inny okres historyczny nie został zdominowany do takiego stopnia przez poetów. Dante czy Szekspir nie ustępowali im wielkością, ale nie otrzymali jeszcze za życia tak wyniosłego statusu jak Puszkin i Byron, Goethe i Mickiewicz. Nie byli wyniesieni na piedestały i narodowe ołtarze. Czytaj więcej ->
Ruletka mordu
W 1864 roku, w odstępie kilku miesięcy, zmarła żona Dostojewskiego i jego ukochany brat, Michaił, ale w tym samym mniej więcej czasie flirtował z młodziutką arystokratką polskiego pochodzenia, Anną Korwin-Krukowską, i z Apolonią Susłową. Po publikacji Notatek z podziemia, zaczął pisać nową powieść, pt. Pijacy. Główny bohater żyje w nędzy, żona go bije, córka poszła na ulicę, dzieci głodują – a on pije. Monolog pijaka w karczmie stał się zaczątkiem postaci Marmieładowa w Zbrodni i karze. Pani Marmieładowa wzorowana jest na żonie pisarza, a Aniuta i Polina stały się pierwowzorami Agłai i Nastazji Filipowny w Idiocie. Upadło jego pismo, Epocha, założone z bratem; był zadłużony na dziesiątki tysięcy rubli, więc co zrobił? Przejął opiekę nad Paszą, swym pasierbem, i nad całą rodziną Miszy; przyjął także pełną odpowiedzialność za długi brata. Jak wiadomo, nie miał pojęcia o interesach, toteż musiał wkrótce uchodzić z Rosji przed wierzycielami, ale… nadzieję pokładał w niezawodnym systemie gry w ruletkę, który przynieść mu miał niezmierzone bogactwa – był pewien, że zdoła zdobyć fundusze w Wiesbaden. Straciwszy wszystko przy stołach gry, pogrążony w długach, przeczytał historię raskolnika, Czystowa, który zamordował siekierą kucharkę i praczkę. Siedzieli sobie we trójkę, żłopali gorzałkę, zagryzając kwaszonymi ogórkami. Kiedy kucharka poszła do spiżarni po więcej wiktuałów, zatłukł praczkę przy pomocy schowanej pod połą siekiery. Czytaj więcej ->
Wróćmy do Marka Zaleskiego, który w Gazecie Wyborczej intonuje: „Orfeusz z tytułowego eseju wydanego przez Giedroycia tomu…”[1]. Zdążyliśmy się chwilę wcześniej dowiedzieć, że to „Redaktor” (tytułowany niezmiennie przez duże „R” – wyróżnienie stosowane zwykle do tego tylko nakładcy) wezwał do subskrypcji, czym – jeśli dobrze rozumiemy – w oczach Wyborczej uświęcił tę książkę.
„Giedr” i „Grydz”
A w którym miejscu wyobraźnia staje się chora, tego nie wiemy.
Józef Wittlin, 1966[2].
W Słowie wstępnym do aktualnego wydania Orfeusza w piekle XX wieku Katarzyna Szewczyk-Haake dotrzymuje kroku w uroczystej ocenie: „Rangę tej eseistyce nadała decyzja Jerzego Giedroycia, który w 1963 roku doprowadził do opublikowania […] zbioru”[3]. Skoro zostaliśmy wciągnięci w statystykę, zlustrujmy, ile tekstów z Wiadomości zmieściło się w Orfeuszu…, a ile z Kultury? W tej dyscyplinie dodatkowej wynik wyraża się relacją siedmiu do ośmiu. Niewielka to przewaga „Paryża” nad „Londynem”, lecz jeśli policzymy i Puste słowa z Wiadomości Polskich w 1942 roku[4] – osiągniemy rzetelny remis.
Prawie każda rzeczywistość, aczkolwiek ma swoje niezmienne prawa,
zawsze niemal jest jednak niewiarygodna i nieprawdopodobna.
Fiodor Dostojewski
Gdy zaczynam pisać jest czwartek 14 sierpnia, 29 godzin przed wyczekiwanym spotkaniem Putin — Trump. Gdy zapiszę ostatnią frazę najpewniej będzie sobota, 16, kilka godzin po świtaniu. Przez ten czas powstrzymam się od przeglądania bieżących informacji z alaskijskiego Anchorage. Glob zatrzyma się dla mnie na niemal dwie doby. Nie będę w tym czasie antycypował efektów jutrzejszego wydarzenia. Zagłębię się w historię, by po raz kolejny zmierzyć się z pytaniem, czy owa nauka czegokolwiek nas uczy. Czytaj więcej ->
Wittlin. „Józio”… Brzmiało to nazwisko dla mnie zawsze zupełnie bezzębnie. Bezpazurnie. Pragier, Wraga, Bregman! O! Oni szczerzyli kły, strażnicy rodzimego sztandaru. Wittlin tlił się ledwie: nie grzmiał, nie warował, nie tryskał. Nie buchał choćby wątłym płomieniem. Już w 1933 roku zadziwi aksamitnym głaskaniem Sowietów, „każdą pozytywną zdobycz tego ustroju” wita „ze szczerą sympatią”.
I tu i tam przecież „obywateli jednego państwa będących zwolennikami ustroju drugiego” – „zamyka się do kryminału”. Cha-cha. W ankiecie Wiadomości Literackich usprawiedliwia dalej eksperymentatorów, wiele wybaczy ich młodości, dystansującej „ludzi ze starego świata”. (Nie lubię nawet cienia podobnych słów.) Rok później głosi, że „Syberia pod panowaniem Sowietów staje się ziemią cywilizowaną”, że nastąpił „ostateczny rozrachunek polski z Sybirem”. Wzywa, by tropiący zmarzłe ślady Marszałka major Lepecki w imieniu narodu zawiózł Sybirowi przebaczenie[1]. Jakże przedwczesne!
Od Edgara Allana Poe, przez Dygata, ku Świetlanej Przyszłości
Być może publikacja Co robić? miała jakiś wpływ na Notatki z podziemia, ale źródeł Podziemnego Człowieka, jako osobowości, można dopatrywać się gdzie indziej. W pierwszym numerze swego pisma, Wremia, opublikował Dostojewski przekład opowiadań Edgara Allana Poe, a wśród nich był Czarny kot.
I wówczas, jakby dla ostatecznego i nieodwołalnego pchnięcia mię do upadku, zjawił się duch Przekory. Filozofia nie zdaje sobie żadnej z tego ducha sprawy. A jednak wierzę w to święcie, jak w istnienie własnej duszy, że przekora jest jednym z pierwotnych popędów ludzkiego serca — jedną z niepodzielnych, pierwiastkowych władz lub uczuć, które nadają kierunek charakterowi danego człowieka. Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był nie popełniać? Czyż pomimo doskonałości naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie, że jest to — Prawo? Powtarzam — ów duch przekory przyczynił się do ostatecznego mego upadku. Czytaj więcej ->
Co robić?
Notatki z podziemia miały być rzekomo „twórczą odpowiedzią” na powieść Nikołaja Czernyszewskiego pod leninowskim tytułem, Co robić? Jest to hipoteza warta falsyfikacji.
W kilka miesięcy po uwłaszczeniu chłopów w 1861 roku, pojawiły się w Petersburgu anonimowe ulotki, nawołujące do mordowania właścicieli ziemskich i podziału ziemi. Poczęły wybuchać pożary, które władze tłumaczyły podpaleniem. Wzywanie „chłopów do siekier” oburzyło Dostojewskiego, ale przeraziła go ulotka przyczepiona do klamki jego drzwi, w której nawoływano do plądrowania klasztorów, zniesienia małżeństwa i do marszu na Pałac Zimowy. Ogarnięty paniką, pisarz pobiegł do Czernyszewskiego. Mamy relacje na temat tego spotkania z obu stron: znamy je z notatki Czernyszewskiego i wspomnienia w Dzienniku pisarza. Czytaj więcej ->
W styczniu 1956 Józef Mackiewicz wystosował list do Józefa Olechnowicza, właściciela emigracyjnego wydawnictwa Orbis, z propozycją memoriału do przedstawienia „odnośnym czynnikom amerykańskim”. Słysząc o sukcesach tzw. akcji balonikowej, proponował przerzucanie poza Żelazną Kurtynę „poważnego materiału literacko-książkowego” zamiast „balastu” ulotek. Doceniał rolę ulotek w wojnie propagandowej, ale widział też ograniczenia doraźnej propagandy. Chroniczny brak autentycznej twórczości pod sowietami tworzył lukę, którą wypełnić mogła książka emigracyjna. We wszystkich krajach pod sowieckimi rządami coraz większego znaczenia nabierał czarny rynek, a czarnorynkowe metody kolportażu nadawałyby się idealnie dla rozpowszechniania zrzucanych książek. W ten sposób emigracja mogłaby trafić do wygłodzonego czytelnika, łaknącego dobrej literatury. Czytaj więcej ->
Onegdaj zabrałem się za ścięcie ponad kolana wyrosłej trawy. Niechętnie, z ociąganiem, w pełnej zgodzie z rutyną życia. Równie jak ja, nie cierpiący warkotu kosiarki Gamoń, kot, uciekł z wyciągniętym ogonem w nieznanym kierunku, moje osobiste myśli ochoczo podążyły jego tropem. Bóg z nimi. W głowie pozostała zaledwie jedna, uczepiwszy się dlaczegoś myślowego zwoju: „Dokładnie za tydzień, w środę, pojadę do Warszawy… pożegnać przyjaciela”. Przystanąłem na moment pod wykręconym bez miłosierdzia konarem jabłoni, z gałęziami oblepionymi niedojrzałym jeszcze owocem. Uniosłem dłoń, otarłem wierzchem spotniałe czoło. W tamtej dokładnie chwili, w promieniach wysoko nad horyzontem tkwiącego słońca, w bezgłośnym morzu nieporuszonej zieleni, zmroziła mnie refleksja – Andrzej Dajewski nie żyje. Czytaj więcej ->









Najnowsze komentarze